Uczeń nie słuchał, matematykowi puđciły nerwy
Siniaki i krwawe zadrapania na szyi - z takim obrażeniami wrócił do domu we wtorek jeden z uczniów różanostockiego gimnazjum. Powiedział rodzicom, że zrobił mu je nauczyciel matematyki. Dlaczego? Chłopiec nie potrafił tego wytłumaczyć.
- Jezu! Jakie pobicie? Pamiętam, że ten uczeń przeszkodził mi w rozmowie z innym. Wziąłem go za kołnierz i wyprowadziłem z klasy. To był taki żart - twierdzi Henryk Szostawicki, nauczyciel matematyki.
Policja potwierdza, rodzice milczą
Jak ustaliliśmy, rodzice 15-latka postanowili o sprawie powiadomić policję. Dziecku zrobiono obdukcję. Wykazała ona urazy na szyi.
- Tak. Mieliśmy zgłoszenie od jednego z rodziców o tym, że w różanostockim gimnazjum nauczyciel pobił ucznia. Policjanci z Dąbrowy Białostockiej wyjaśnią sprawę - przyznał młodszy inspektor Wademar Bielski, komendant powiatowy w Sokółce.
Niestety, rodzice pokrzywdzonego chłopca nie chcieli z nami rozmawiać.
- Proszę nie robić rozgłosu. Niech to wszystko ucichnie - stwierdził jedynie ojciec gimnazjalisty, który nie chciał nam powiedzieć, dlaczego powiadomił o wszystkim policję.
Takie zachowanie zastanawia też dyrekcję szkoły w Różanymstoku. Od wtorku, kiedy rzekomo pobicie miało miejsce, do piątku Grażyna Ciszkowska, dyrektor szkoły o niczym nie wiedziała.
- Bardzo mi przykro, ale o tym zdarzeniu dowiedziałam się od dziennikarzy Porannego - mówi zaskoczona kobieta. - Nie rozumiem postępowania rodziców. Dlaczego nie przyszli do mnie, tylko od razu poszli na policję? Uczniowie też o niczym nie mówili, nie dotarły do mnie żadne sygnały. To na pewno był drobny incydent.
Nauczyciel: Byłem za dobry
Henryk Szostawicki w szkole przepracował 30 lat. Nigdy nikt nie miał zarzutów do jego pracy.
- Pan od matematyki kogoś pobił? Nie, to niemożliwe - dziwi się jedna z nauczycielek. - To świetny wykładowca i pedagog. Nie wierzę. Szybciej dam wiarę w to, że to uczeń go pobił - żartuje.
Sam nauczyciel nie ma sobie nic do zarzucenia.
- To bardzo żywy uczeń, ale ja traktowałem go po partnersku. Wiele razy załaził mi za skórę. Zawsze dawałem mu jednak szansę. Tak mi się odwdzięczył. Byłem za dobry - mówi Szostawicki.
Winny? Niewinny?
Z relacji nauczyciela wynika, że 15- latek przeszkodził mu w rozmowie z innym uczniem. Choć prosił go kilka razy o spokój, chłopiec nie reagował. Wtedy, jak twierdzi matematyk, wziął go za kołnierz i wyprowadził z sali. Skąd więc siniaki i zdrapania na szyi?
- Przyznaję, że niechcący go zadrapałem paznokciem. To wszystko - mówi nauczyciel.
Grażyna Citko, rzecznik podlaskiego kuratorium oświaty twierdzi, że nie słyszała o całej sprawie.
- Jest to bardzo niepokojący sygnał, na pewno to wyjaśnię - zapewnia. Jej zdaniem na wszelkie zachowania ucznia w szkole są opracowane procedury. Nie ma w nich mowy o używaniu przemocy.
- Ten nauczyciel nie mógł się tak zachować - ocenia Grażyna Citko. - Być może panu z matematyki puściły mu nerwy, ale w szkole nie ma mowy o używaniu przemocy.