Żeglarze z Pomorza chcą dopłynąć tam, gdzie nie było jeszcze Polaków
Ta wyprawa, o ile się powiedzie, przejdzie do historii. Bo do tej pory żadnemu polskiemu jachtowi nie udało się przekroczyć 68 stopnia szerokości południowej, leżącego mniej więcej tam, gdzie diabeł mówi dobranoc - za Kołem Podbiegunowym, w samym sercu Antarktyki. A i jacht wielkością nie grzeszy. Łupinka, mierząca raptem 14 metrów długości i cztery metry szerokości, różnie może zachowywać się tam, gdzie góry lodowe, sztormy i zdradliwa pogoda potrafią zaskoczyć najwytrawniejszych podróżników. Ale w to, że im się uda uwierzył już National Geographic, który objął wyprawę patronatem. Uwierzyła telewizja i PAN oraz kilka instytucji i fundacji, które kibicują śmiałkom. Uwierzyli też sponsorzy, którzy współfinansują przedsięwzięcie.